Jak mierzyłem 7 razy i nadal popełniłem błąd. Wiele lat temu, ale żona zjadła już całą łysinę. Historia jednego fiaska

Nie bądź grzechem pogrążać się w przygnębieniu już tępym, przypominam...

Myślę, że nie warto wspominać, że jedną z podstawowych zasad budowania jest staranne planowanie wszystkiego i wszystkiego. Wystarczy pomyśleć o czymś, a z pewnością w przyszłości przerodzi się to w problemy. Kiedy musisz ze smutkiem patrzeć na oszukanych, podrap się po głowie i boleśnie poszukaj sposobu, aby jakoś wszystko zaadaptować i naprawić. Albo udawaj, że dokładnie to zaplanował. ツ

Zawsze wydawało mi się, że jestem typem właśnie takiego planu. Tych, którzy myślą naprzód. Starannie obliczone i sprawdzone. Ale jak mówią, nawet stara kobieta ma dziurę. Chcę opowiedzieć o jednym przypadku, w którym Główny Architekt robi mi wyrzuty przy każdej okazji. I nie mam nic do zarzucenia.

To było dawno temu, u zarania naszej budowy. Dopiero co nabyliśmy kawałek ziemi, nasz przyszły dom nie był nawet w formie szkiców i istniał tylko w formie niejasnych fantazji.

Nasz przyszły Glamorous Change House
Nasz przyszły Glamorous Change House
Nasz przyszły Glamorous Change House

Otrzymaliśmy pusty teren, w południowo-wschodnim narożniku wznosiły się zwęglone ruiny, z których mieliśmy wybudować tymczasową siedzibę. Dziś nazywamy to „Wspaniałym przebieralnią”.

Na dworze była późna, ale wciąż ciepła jesień. Na niebie nie ma chmurki, a słońce świeci jasno, ale według prognoz za tydzień spodziewano się deszczu. Nieprzyjemne jesienne deszcze. Zalegające i mokre. Nasz nieszczęsny „palnik” pilnie potrzebował dachu.

Pełen energii i entuzjazmu
Pełen energii i entuzjazmu

Postanowiono zbudować dach z łupków. Oszacowaliśmy przybliżoną ilość materiałów, zawiozliśmy je do tartaku i najbliższego sklepu z narzędziami i kupiliśmy to, czego potrzebowaliśmy. Tego samego dnia zakupiony został rozładowany na podwórzu i odjechał do miasta.

Nie nazywam tak po prostu naszej Głównego Architekta, ona jest rzeczywiście zawodowym architektem. Sprawy miejskie nie pozwalały jej osobiście uczestniczyć w budowie, ale naszkicowała na kartce przybliżony schemat z wymiarami i bezwzględnie kazała zrobić jak narysowała. Z tym „projektem” pojechałem na plac budowy.

Nie było wówczas doświadczenia budowlanego ze słowa „absolutnie”. Od którego końca zacząć nawet wyobrażać sobie. Aby jakoś sobie poradzić, zadzwonił po pomoc do znajomego, a do syna. Więc zbudowaliśmy go we trójkę.

Zgodnie z oczekiwaniami zaczęliśmy od pomiarów. Zmierzyliśmy wymiary domu z bali i dodaliśmy szerokość spalonej werandy, które postanowiono przywrócić. Długość dachu miała być wielokrotnością szerokości blachy. Aby poradzić sobie z całymi kawałkami, a nie ciętymi.

Przyjrzeliśmy się „rysunkowi” żony i tam długość jest nieco dłuższa. Myśleliśmy, że się myliła, ale mamy rację. Wiemy lepiej, gdzie jesteśmy, prawda? Poprawiliśmy wymiary dachu, nieznacznie zmniejszając szerokość przyszłej werandy.

I oczywiście rozpoczęto budowę.

Kładziemy krokwie
Kładziemy krokwie

Postawili krokwie. Zrobili skrzynię. Jechali przez trzy dni. Czas położyć łupek. Jeden liść, drugi, trzeci... I wtedy nagle stało się jasne - cokolwiek by powiedzieć, ostatni arkusz zwisa z dachu aż o pół metra. Musiałem pić. Samo pół metra, o które obniżono dach.

Nawiasem mówiąc, nadal nie mogę się domyślić, gdzie popełniliśmy błąd. Naliczyliśmy trzy. Aby obliczyć „szerokość roboczą” arkusza, zmierzyliśmy szerokość i wzięliśmy pod uwagę zakładki... i chybił o pół metra. Niektóre cuda.

Jeśli myślisz, że to już koniec, to bardzo się mylisz. Żona kategorycznie odmówiła zmniejszenia szerokości werandy. - Wszystko mam zaplanowane., - powiedziała. - Nie wiem jak, ale szerokość werandy trzeba będzie zrobić według moich planów.

Musiałem podrapać się po głowie i pomyśleć. Oczywiście podjąłem decyzję. Zbudował dodatkowy dach nad częścią werandy. Już sam. Teraz przypomina o tym tylko skośny odcinek sufitu.

Musiałem zbudować dodatkowy dach?
Musiałem zbudować dodatkowy dach?

Ale główny architekt miał w sporze argument z betonu zbrojonego, - Pamiętam, jak zbudowałeś dla mnie dach nad starym domem o pół metra krótszym. Zamknij się...

- Co ze mną? Jestem niczym... Modlę się i czynię.

To bardzo smutne, ale nie ma co się spierać. Ona ma rację, naprawdę schrzaniła sprawę.

W tej historii chcę powiedzieć, że czasami nawet siedem wymiarów nie pomaga. Więc mierzyliśmy, mierzyliśmy, ale i tak popełniliśmy błąd. A wszystko dlatego, że oprócz pomiarów potrzebne jest również doświadczenie budowlane. Dzisiaj bym się tak nie mylił.

Jakby znalazło jakieś zaćmienie, na Boga. Czy ci się to nie przydarzyło? Żebym był bezpośrednio pewny, a potem nagle okazuje się, że wszystko jest nie tak. I nie możesz zrozumieć - jak to się stało?

Subskrybuj kanał i nigdy nie pomylisz się nawet w drobiazgach. Pamiętaj, aby umieścić LIKE i podzielić się swoją opinią w komentarzach i linku w sieciach społecznościowych. Dziękujemy za bycie z nami i do zobaczenia wkrótce

#budowa#naprawa#Dom wakacyjny#Zrób to sam#osobiste doświadczenie

  • DzieliĆ:
Instagram story viewer