Dlaczego i dlaczego przejechałem nocą dodatkowe 100 km. O kotach, zaufaniu i zdradzie. I dlaczego zgadzam się z Dante Alighieri

Uważa się, że prawdziwi mężczyźni nie powinni okazywać emocji. I dlatego często wstydzą się powiedzieć, że nie mają dusz w kotach. Na przykład to jakoś nie jest męskie. Prawdziwy macho jest lakoniczny i surowy. Wszystkie uczucia powinny być w środku, a na zewnątrz nie powinno być żadnych „skąpych męskich łez”. Jest macha...

I nie jestem nieśmiała. Tak, kocham naszą Boryskę. Prosty i niewyrafinowany. Najlepszy na świecie. Nasz ogoniasty członek rodziny.

Śpiący Boriska
Śpiący Boriska
Śpiący Boriska

Siedzę przy stole i piszę ten tekst, a metr ode mnie zwinięty w przytulną kulkę leży kot o imieniu Boriska. Mała kuleczka puszystego szczęścia, która pewnego dnia wyszła z lasu, otarła się o nogę, spojrzała zielonymi oczami i bezczelnie oświadczyła, że ​​nam się to podoba czy nie, ale zamieszka z nami. Od tego czasu mieszkamy razem. Trochę - w mieście, trochę - w lesie.

Powiedziałem już, że Boriska nie znosi wycieczek samochodowych. Zamiast spać gdzieś na tylnym siedzeniu, pędzi, wyje i narzeka na trudny los.

Nie wiem jak, ale zawsze trafnie określa nadchodzący wyjazd i stara się szybko gdzieś wymknąć. Na przykład udaje, że pilnie potrzebuje przespacerować się w pilnych sprawach. I znika.

Początkowo wierzyliśmy jej naiwnie, ale teraz wiemy już na pewno, że to tylko „wojskowa sztuczka” i za nic jej nie wypuścimy. Nieważne, jak żałośnie wyglądasz. Zdając sobie sprawę, że trik został przejrzany, kiwa z urazą ogonem i chowa się pod kanapą, skąd trzeba go wypędzić mopem.

To się zdarzyło i tym razem. Gdy tylko zaczęli zbierać rzeczy, Boriset skuliła się w odległym kącie, skąd patrzyła z niedowierzaniem.

Wyszedłem i odpaliłem silnik, a gdy samochód się nagrzewał, zebraliśmy rzeczy i powoli przenieśliśmy je do bagażnika. Poprawiwszy moment, Barbariska jak kula wyskoczyła spod kanapy, wśliznęła się jej między nogi i pognała w ciemny las. Cóż, infekcja jest szybka!

Oczywiście możesz trochę poczekać. Mimo to pamięć kota nie jest zbyt długa i za kilka godzin powróci, ale tak się złożyło, że nie było czasu na czekanie. Moja żona miała pilną sprawę i za półtorej godziny musiała być w mieście. Muszę iść. I zostaw koschilda kukułkę wśród sosen. Jeden. W zimę. Na mrozie

Wszystko takie niezależne
Wszystko takie niezależne

Próbowałeś złapać kota w ciemnym lesie? Zwłaszcza jeśli nie chce aktywnie dać się złapać? Nie musisz nawet próbować, to zupełnie bez sensu. Możesz dzwonić i szeleścić torbą jedzenia do woli. Nie przyjdzie po nic. Jest głupia czy co? Kogo próbujesz oszukać?

Swoim rozumem zrozumiałem, że mróz nie jest tak silny, a dobrze odżywiony kot poradziłby sobie z nim całkiem nieźle, ale moje serce nie było we właściwym miejscu. Jeden... W lesie... Na mrozie... W nocy... Nie, to jest absolutnie niemożliwe. I tak chodził, wołał i szeleścił. Bez efektu.

A jednak poszedł i zadzwonił. Wszystko jest bez znaczenia. Ukryła się gdzieś i zachichotała chytrze, obserwując moje daremne próby. Durynda jest puszysta.

Wrócił do domu i znalazł na nerwach Głównego Architekta. Nocowanie nie wchodzi w grę. Muszę iść. Wróć jutro i odbierz. Prawdopodobnie wyjdzie. Gdzie ona pójdzie? Chodźmy już. Niech cieszy się wolnością i zamrozi ogon, powiedziała stanowczo żona. Na to zdecydowali.

Wreszcie znów zaszeleścił torbą, zebrał wolę w pięść i wyszliśmy. Wyjechali całkowicie, słyszysz, Borysko? Jeden pozostaje.

40 minut później byliśmy już w domu. Zaparkowałem samochód, podszedłem do mieszkania i usiadłem do kolacji. Kawałek nie wszedł do gardła. Jak jest sama? W lesie... Na mrozie... W nocy...

- Cóż, nie mogę tego zrobić. Pilnuj pilnych spraw, a wrócę.

Ubrałem się, poszedłem do samochodu i odjechałem.

Od razu ją zobaczyłem. Wciąż podjeżdżam do domu. Usiadła w małej smutnej kuli przy bramie i spojrzała na drogę. Samotny i opuszczony przez wszystkich.

- Cóż, jak mogłeś? Jak mogłeś odejść i zostawić mnie w spokoju? Na mrozie...

„Nie wyjechaliśmy, Borisko, wróciłem po ciebie.

Wsiadła do samochodu bez słowa. Całą drogę siedziała na siedzeniu pasażera i milczała. O czym myślałem. Po raz pierwszy w życiu nie wydała dźwięku. Potrząsnęła tylko głową i wyglądała na winną. Myślę, że bała się, że naprawdę ją zostawiliśmy. Na zawsze.

Nigdy mnie nie opuścisz, prawda?
Nigdy mnie nie opuścisz, prawda?

Głupi, ogoniasty. Jak możemy cię zostawić? Jesteś członkiem naszej rodziny. Mały i taki słodki. Nie mam tylko 100 km, przyjadę dla ciebie wszędzie. W końcu Cię oswoiliśmy i dlatego jesteśmy za Ciebie odpowiedzialni.

Nigdy nie zrozumiem ludzi wyrzucających kota na ulicę. W rzeczywistości skazany na głód. To nie tylko okrutne, ale i podłe. Uwierzyła ci, ale oszukałeś.

Nigdy nie opuszczaj tych, którzy w ciebie wierzyli. To straszny grzech. Jak powiedział Dante Alighieri, dla zdrajców przygotowano osobne miejsce w piekle, gdzie leżą zamarznięci w lodzie.

„Wtedy zobaczyłem setki twarzy w lodzie, jak pyski psa; i do dziś boję się zamarzniętego stawu"

I nie ma znaczenia, że ​​zdradzili tylko kota. Zdrada to zdrada...

Subskrybuj kanał i kochaj swoje koty. I odwzajemnią się. Wstaw LIKE i podziel się swoją opinią w komentarzach. Opowiadaj swoje historie i dyskutuj. Dziękujemy za bycie z nami i do zobaczenia wkrótce

#koty#historie o kotach#zwierzak#życiowe historie

  • DzieliĆ:
Instagram story viewer