Trochę o chciwości i dlaczego śmieje się z nas przyjaciel z Holandii. Studiuję metki i widzę, jak przebiegłe są sieci handlowe

Postanowiłem dzisiaj narzekać trochę jak stary człowiek. Mam przyjaciela, który mieszka w Holandii. Niedaleko od Amsterdamu. Kiedyś rozmawialiśmy. Rozmawiałem o tym i owym. W Holandii mają dość wiosny. Zielona trawa i tak dalej. Dzieci grają w lacrosse. Wszystko byłoby dobrze, ale ceny zaczęły płatać figle. Skargi. Dyskutowaliśmy o tej sprawie, prawie było mi go żal. Ale potem lekko otworzył mi oczy, przestudiowałem temat i litość gdzieś zniknęła...

Wiosna zawitała do Holandii
Wiosna zawitała do Holandii
Dach pokryty słomą
Dach pokryty słomą
Wiosna zawitała do Holandii

Moja pamięć ma dziwną właściwość - nie jestem dobry w zapamiętywaniu imion osób, i dlatego wyrobiłem sobie nawet nawyk unikania imion w komunikacjiale dobrze pamiętam liczby. Prawdopodobnie powodem tego było kiedyś wykształcenie techniczne.

Kiedy pierwszy raz poszedłem wczoraj do jednego sklepu, a potem do drugiego, od razu zauważyłem, że ceny tego samego produktu są uderzająco różne. I nie za grosz, jak można by przypuszczać, biorąc pod uwagę, że mówimy o „towarach podstawowych”, ale znacząco.

Wszystko komplikuje fakt, że któregoś dnia przypadkowo usłyszałem przemówienie przedstawiciela, ponieważ obecnie modne jest powiedzenie „detal”, co dosłownie ze łzami w oczach opowiadał, jak jest im teraz ciężko, ale zrobili wszystko, aby niezbędne towary sprzedawały się przy minimalnym margines. Mniej niż 10%powiedział, ocierając łzę, Dbamy o naszych klientów i staramy się pomagać w trudnych czasach.

Poszedłem więc do kilku sklepów i porównałem liczby na metkach z cenami. I muszę powiedzieć, że mistrz jest nieszczery. Aby to zrozumieć, wcale nie trzeba patrzeć na dokumenty księgowe. Sędzia dla siebie.

Oto metki z cenami z trzech różnych sklepów sieciowych. To jest mleko. Najtańszy, jaki znalazłem. Worek plastikowy o pojemności litra. Jak widać, cena wynosi od 59,99 do 69,99.

I nie zdziw się napisem „14% rabatu”, ten sklep ma go zawsze. Sztuczka marketingowa, cena za to jest zwykła. Pamiętasz, że jestem dobry w zapamiętywaniu liczb?

Policzmy trochę. Różnica między cenami wynosi 16%. Zauważam, że to bez dodatkowej opłaty, czyli różnica w cenach między sklepami. Ale przecież pierwszy sklep też coś zawyżał, prawda? Okazuje się, że drugi sklep naładowany kolejne 16% więcej. O jakiej „minimalnej marży 10%” możemy mówić, nawet jeśli różnica w cenie przekracza 16%?

Cóż, jak potem uwierzyć w krokodyle łzy tego „przedstawiciela handlu detalicznego”? Chciwość, chciwość i jeszcze więcej chciwości.

Słyszałem też od znanego ekonomisty, że średnia marża dla dużych sieci sięga 100%. Może oczywiście przesadza, ale mnie to nie dziwi.
Na przykład niedawno przeczytałem, że służba antymonopolowa sprawdziła magazyny bardzo dużej sieci handlowej i odkryła ogromne rezerwy cukru. Czego dziś nie znalazłem na półkach tej sieci. Chyba nikt nie wątpi, dlaczego tak się dzieje i na co czekają?

To prawda - komu wojna i komu droga matka.

A teraz o tym, dlaczego mój holenderski przyjaciel się śmieje. Poskarżyłem się mu na tę przebiegłość i chciwość naszych kupców, a on powiedział mi, że w rzeczywistości jest dla ciebie gorzej niż myślisz. Nawet twoje sieci handlowe nie otrzymują tej dodatkowej marży, ale jesteśmy Holendrami.

Faktem jest, że kupując towary w niektórych Pyaterochce lub Crossroads, dajemy pieniądze Holendrowi. To tam znajdują się właściciele tych sklepów. To są zagraniczne sieci. Dlaczego mieliby się o nas troszczyć? Każdy dodatkowy rubel oddany przez naszych emerytów za kilogram cukru czy kaszy gryczanej ląduje w zagranicznych kieszeniach. Swoją drogą, kolosalne sumy biegną.

Rozumiesz, nie jestem przeciwny zarabianiu przez kogoś. W końcu w 1993 roku sami wybraliśmy gospodarkę rynkową. Nie mogę zrozumieć innego: dlaczego my tylko dawać nasze pieniądze obcokrajowcom? które wywożą z kraju. I za które potem kupują nasz gaz. Okazuje się, że komuś to po prostu dajemy?

Rozumiem, że istnieją zaawansowane technologie, które trudno szybko opanować. Mikroelektronika, cokolwiek. Ale handel cukrem i tchórzami! Proszę mi wyjaśnić, czy to naprawdę takie trudne, że musimy wyżywić nie własnych emerytów, ale Holendrów? Co oni tu do diabła robią? Co to za dziwna „zagraniczna inwestycja”? Jakie jest ich znaczenie? Nawet niczego nie zbudowali. I sprzedają nam nasze własne produkty. Przyjmowanie znaku. Dlaczego tego potrzebujemy?

Ponad 300 rubli za butelkę
Ponad 300 rubli za butelkę

I tak, holenderski przyjaciel narzekał, że olej roślinny prawie zniknął z ich sklepów, a ceny na stacjach benzynowych drastycznie drastycznie. I jest tym bardzo zdenerwowany. Wysłałem nawet zdjęcia. I chociaż nie jestem złośliwą osobą, z jakiegoś powodu wcale mi ich nie żal. A ty?

Subskrybuj kanał i niczego nie przegapisz. Umieść LIKE i podziel się swoją opinią w komentarzach. Dziękujemy za bycie z nami i do zobaczenia wkrótce

  • DzieliĆ:
Instagram story viewer