USB naszej młodości. Dlaczego było lepiej niż teraz?

USB naszej młodości. Dlaczego było lepiej niż teraz?

Nieodzownym atrybutem każdego radzieckiego magnetofonu były przewody na złączach SG (ONTS-VG). Bez nich nie ma możliwości nagrywania, a co dopiero przepisywania muzyki. Na szczęście złącza SG-5 były swobodnie sprzedawane w sklepie, kable połączeniowe wykonaliśmy sami, aby nie przepychać za każdym razem tego samego przewodu od złącza do złącza.

Skąd przybyli w ZSRR?

U zarania radiotechniki w sprzęcie gospodarstwa domowego stosowano różne złącza. Przede wszystkim były to zaciski

USB naszej młodości. Dlaczego było lepiej niż teraz?

Cóż, dokładniejsze „gniazda” i „wtyczki”. Oto USB z lat 50-tych.

Innym powszechnym złączem było wtyczka telefoniczna ShTP-3-6.5. To złącze trafiło do radiotechniki z ręcznych central telefonicznych, gdzie młode panie łączyły abonentów przewodami. Angielska nazwa złącza TRS

W rzeczywistości jest to przodek wtyczek obecnych słuchawek.

W 1956 r. ZSRR zaczął produkować magnetofon „Melodia MG-56”. Z wyjątkiem nadzienia elektronicznego wszystko pożyczono z niemieckiego magnetofonu. "Grundig TK-820". Czyli wszystkie złącza w typie magnetofonu TRS

Wszystkie tego typu złącza nie błyszczały jakością połączenia i łatwością obsługi. Producenci potrzebowali niezawodnego i wszechstronnego złącza. Nowy typ złącza został wynaleziony w Niemczech, ale nie mogłem znaleźć dokładnej daty. Katalog Telefunken z roku 1959 pokazuje już przewody na złączach 5-pinowych (stereo)

Jednocześnie słuchawki stereo mają dwa standardowe wtyki „mono”.

W sprzęcie radzieckim zastosowanie złączy SG (OVC-VG) zacząłem od magnetofonu szpulowego „Astra-4” Leningradzki zakład „Tekhpribor”, który jest produkowany od 1966 roku.

Co prawda magnetofon był „mono”, ale złącza były pięciopinowe. Od tego czasu rozpoczęło się stopniowe wprowadzanie tych złączy do wyposażenia ZSRR. Złącza zostały wyprodukowane przez prużańską fabrykę komponentów radiowych na Białorusi, która działa do dziś.

Później tego typu złącza zostały przyjęte jako norma krajowa przez Niemiecki Instytut Normalizacyjny (DIN) i nadano im numer seryjny normy. DIN 41524. Dlatego w życiu codziennym nazywano je „złącze din”. Chociaż istnieje wiele odmian tych złączy, a każde z nich ma swój własny numer seryjny standardu:

Niewątpliwym atutem złącz była solidna metalowa obudowa, która jednocześnie pełniła funkcję ekranu (masy). Takiego złącza nie da się przypadkowo zerwać. Gniazdo obecnych złączy USB pęka nawet od przypadkowego wciśnięcia podłączonego przewodu.

Inną ważną cechą projektu tych złączy była kolejność ustanawiania połączeń: pierwsza zawsze dotyka metalowej obudowy złącza, połączonej ze wspólnym przewodem urządzenia. Wyrównuje to potencjał między obudowami podłączonych urządzeń. Na tym samym amerykańskim złączu RCA (tulipan) najpierw podłączany jest styk sygnałowy, a dopiero potem tylko wspólny przewód.

Główna wada złącza jest taka sama jak w przypadku USB: trudno połączyć "na ślepo".

Robiąc domowe sznurki kilka razy nadepnąłem na te same grabie: dokładnie lutuj wszystkie przewody do pinów, naciągnij na nie cambric, mocno zaciśnij oplot ekranujący wspornikami korpus... i zauważasz, że zapomniałeś wcześniej założyć plastikową obudowę na kabel))) Musisz wszystko z powrotem przylutować.

W połowie lat 80-tych japońskie firmy korzystające z amerykańskich złączy RCA praktycznie przejęły rynek europejski. Tak zakończyła się era złącz DIN na rynku masowym. Niektórzy producenci nadal stosują te złącza w swoim sprzęcie, ale w bardzo małych ilościach.

Mam nadzieję, że wkrótce dokończę konserwację magnetofonu szpulowego „Astra-110-1 stereo”. Do przepisania trzeba będzie zrobić kabel połączeniowy i kupiłem dwa konektory ONTS-VG-4-5-16v.

Spójrz też na SPIS TREŚCIna moim kanale jest wiele interesujących i przydatnych artykułów.

  • DzieliĆ:
Instagram story viewer